Moja lista blogów

środa, 20 września 2017

Nosimy w sobie

Nosimy w sobie – tak jak nosimy książkę w plecaku
i łzy pod powieką…

Cierpienie – swoje i innych,
wiarę, że jutro będzie lepsze, że los na dobre się odmieni,
że miłość nas z wszystkiego wytłumaczy
i że ukryte dobro – nasze i nie nasze – odpowie na wszystkie pytania.

Nosimy w sobie pytania, dlaczego ból obezwładnia,
okrada z radości, pozbawia nadziei?
Dlaczego słońce raz wschodzi, raz zachodzi,
a niebo ma kolor błękitu?

Nosimy w sobie ogromny pytajnik,
dlaczego tak trudno jest się porozumieć,
usłyszeć nawzajem, w prawdzie patrzeć w oczy
i dlaczego miłość ucieka, gdy nie jest na to czas?

Nosimy w sobie ludzkie opowieści…
Kojące ból, łamiące serce…
Opowieści dobre i złe, mądre i głupie,
takie po których uśmiech niełatwo przychodzi.

Każdego dnia nosimy w sobie smutki,
z którymi nie wiadomo co począć…
Przyłapane łzy – mówiące same za siebie
i rozczarowanie, że coś nie poszło zgodnie z planem.

Nosimy w sobie gorycz, że los tak z nas sobie kpi,
marzenia za piękniejszym życiem
i tęsknotę za ludźmi, którzy poszli sobie bez pytania o zgodę.

Nosimy w sobie strach przed nieznanym,
przed doświadczeniami, do których będziemy musieli dorosnąć…
Rozpacz, że to, co cenne rozsypuje się w najdrobniejszy pył,
że szczęścia nie da się zaczarować,
schronić przed sztormem najciemniejszej nocy.

Nosimy w sobie sny nieuchwytne, wywołujące uśmiech serca…
Obietnice Boga, że przyjdzie i uzdrowi zaklęty czas niemocy.

Na zawsze nosimy w sobie Boga –
dawcę życia, przyjaciela i obrońcę,
którego błękitne spojrzenie przywraca nadzieję.

Nosimy też w sobie życie, które odrodzi się na nowo –
już po tamtej stronie.

czwartek, 6 lipca 2017

Bezdźwięczne słowa


Z filiżanką wystudzonej kawy
niecierpliwie czekam…

Na bezdźwięczne słowa,
na spojrzenia pełne zrozumienia…
I godziny pielęgnowania się nawzajem.

Fruwające listki
spadające z naszych ważnych drzew
pędzą w nieznane.

Tropią ślady
twojej już nieobecności.

Odlatują z życia tu i teraz.
Zmieniają miejsce pobytu…
Całkiem jak ty.

Z filiżanką wspomnień,
z liśćmi pędzącymi w nieznane
wsłuchuję się w odległe echo
tych świętych bezdźwięcznych słów.

środa, 5 lipca 2017

"Chłopiec i tajemnicze listy" - Ewa Żak


A oto krótka informacja dotycząca bajki pt. "Chłopiec i tajemnicze listy" mojego autorstwa...

W Kłapiełapie mieszka jedenastoletni Łukasz. Od wielu lat ciężko choruje. Nikt nie jest w stanie sprawić, by odzyskał utracone zdrowie. Skrycie roni łzę za łzą i nieustannie  pyta, dlaczego tak cierpi? Kiedy myśli, że jego los już się nie odmieni, znajduje list o zadziwiającej treści. List przeznaczony dla niego. Jest on początkiem niezwykłych zdarzeń.

piątek, 23 czerwca 2017

Jeśli uwierzysz...

Wytrwała wiara przynosi odpowiedzi.
Odpowiedzi, na które ktoś czeka.

Chore dziecko za rogiem,
bezdomny z wystudzonym sercem
i samotna pani ocierająca wylęknione łzy.

Wytrwała wiara przynosi odpowiedzi,
na które czeka chory głodny świat.

Jeśli uwierzysz, nie będziesz czekać na cud.

Pójdziesz przed siebie z oczyma zamkniętymi,
nie rozumiejąc co czeka cię
za zamkniętą powieką niezrozumienia.

Jeśli uwierzysz w niemożliwe możliwe
odnajdziesz więcej…

Bo z wiarą zawsze jest więcej.


niedziela, 19 marca 2017

„Pax”. Historia, która wzrusza do łez

„Pax” to niezwykła opowieść o sile przyjaźni i miłości. Przedstawiona przez amerykańską pisarkę historia wyjątkowej zażyłości liska i chłopca wzrusza do łez. Głębokie prawdy oraz emocje w niej zawarte zachęcają, by do niej powracać i wciąż na nowo się w niej zagłębiać.



Piękne i ważne książki pozostają w sercu na długo, a nierzadko na zawsze. Tę prawdę z całym przekonaniem odnieść można do powieści „Pax” autorstwa Sary Pennypacker, która ukazała się nakładem wydawnictwa IUVI. Jest to niezwykła opowieść, która traktuje o najważniejszych wartościach w życiu. Przedstawiona przez amerykańską pisarkę historia inspiruje, zachęca do odpowiedzialności, odwagi i do kierowania się w życiu sercem. Bardzo ciekawe i niezwykle sugestywne ilustracje autorstwa Jona Klassena  dodają dziełu uroku.
Powieść mówi o przyjaźni między oswojonym liskiem a jego chłopcem. Ich wyjątkowa więź z pewnością zapuszczałaby mocniej swe korzenie, gdyby nie okoliczności, na które często nie ma się wpływu. Kiedy wybucha wojna i Peter ma przenieść się do dziadka, jego ojciec postanawia, że lisek musi wrócić do lasu. Chłopiec z ogromnym bólem w sercu respektuje decyzję ojca. Pax wkrótce wraca na miejsce, z którego jako szesnastodniowe szczenię został zabrany. Pełen ufności wobec swojego ukochanego chłopca nie dowierza, że zostawił go samego. A jednak to okazuje się prawdą. Przerażony, samotny i głodny lisek mimo wszystko postanawia czekać na chłopca dokładnie w tym miejscu, w którym go pozostawiono. Choć jest mu smutno, z każdą chwilą dociera do niego myśl, że musi zatroszczyć się o siebie sam, że choć jego chłopiec z pewnością po niego wróci, do tego czasu on musi wykrzesać z siebie siłę, by przeżyć. Również Peterem targają silne emocje. Wciąż myśli o swoim lisku, martwi się o niego i bardzo tęskni. Ból i ogromna troska o swego przyjaciela powodują, że chłopiec postanawia zadziałać. Wyrusza w długą drogę w poszukiwaniu pozostawionego przyjaciela, który mimo wszystko nie stracił wiary w jego miłość. W życiu dwojga przyjaciół wydarzy się wiele dobrych i nieoczekiwanych rzeczy. Lisek spotyka inne liski, zaś chłopiec postanawia otworzyć się i zaufać innym ludziom. Lisek i chłopiec już nigdy nie będą tacy, jak byli przed wydarzeniem, które mocno na nich obu wpłynęło.
Powieść „Pax” mówi o najważniejszych wartościach w życiu. O przyjaźni, która nie zawsze jest łatwa. Może boleć tak bardzo, że łzy będą kapać długimi miesiącami. O oswojeniu i odpowiedzialności, która się z nią wiąże. Bo oswoić kogoś to pozwolić mu zamieszkać w głębi swego serca, dać mu dostęp do własnego świata, pozwolić się zranić, by odkryć jak bardzo nam na kimś zależy. Jest to piękna opowieść o miłości, o nadziei wbrew nadziei i wierze sobie nawzajem pomimo wszystko. Powieść mówi również o tym, ile siły tkwi w człowieku – że może on nauczyć się żyć nawet w najtrudniejszych warunkach. Jeśli kocha, wówczas odnajdzie w sobie siłę, by zrobić coś, co mogło się wydawać niemożliwym. Ta piękna historia mówi o relacjach międzyludzkich – o wzajemnym wybaczaniu, trosce o siebie nawzajem i o tym, jak bardzo człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Odkrywa ona również prawdę o tym, ile dobra mieści się w sercu ludzi, jak wiele mają w sobie miłości.
„Pax” to piękna opowieść o sile przyjaźni i miłości. Jest to książka, która wzrusza do łez. Głębokie prawdy oraz emocje w niej zawarte zachęcają, by do niej powracać i wciąż na nowo się w niej zagłębiać. Opowieść ta bez obaw może stanowić wspólną lekturę dla dorosłych i dzieci.

Serdecznie dziękuję wydawnictwu IUVI za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 13 listopada 2016

O tomie „Dzieci Marsa” Karoliny Kusek

Na rynku wydawniczym pojawiła się długo oczekiwana publikacja autorstwa wrocławskiej poetki Karoliny Kusek. Tom wierszy „Dzieci Marsa” to dwudziesta szósta perełka literacka w dorobku twórczym „poetki z warkoczykiem”. Zbiór mieszczący pięćdziesiąt utworów w trzech wersjach językowych (niemieckim, rosyjskim i polskim), z grafikami wybitnej ilustratorki Joanny Hrk i dwoma posłowiami pióra Stanisława Grabowskiego i Dariusza T. Lebiody, to w istocie prawdziwa perła na naszym podwórku wydawniczym. I, co warto podkreślić, bodaj najpiękniejsza książka w dotychczasowej twórczości poetki. Warto wziąć do ręki tę cegłę wzniosłych treści, by na długo pozostać z nią myślami i sercem.

Wymowny tytuł i korespondująca z nim okładka wprowadzają czytelnika w tematykę zbioru. Tematykę niełatwą i nieczęsto dziś poruszaną. Tom bowiem niemal w całości poświęcony jest zagadnieniu wojny. Poetka zmieściła w nim przeżycia i doświadczenia wojenne – własne i bliskich ludzi. Wrocławska artystka należy do pokolenia, które przeżyło znacznie więcej, do pokolenia bogatszego w doświadczenia bardziej drastyczne. Pokolenie, które na własnej skórze przekonało się, czym jest wojna, które zderzyło się z tym dramatem oko w oko, jest bogatsze o wiedzę, jakim ono jest złem. Chlebem powszednim tego pokolenia były łzy, tęsknota, ból, głód, ślepe zaułki i rany, których nie goi czas. Zebrane w niniejszym tomie wiersze wyrastają z takich doświadczeń. Są one ilustracją ludzkiego cierpienia i ścieżek wyoranych łzami.

W omawianych wierszach wraca poetka do dni i zdarzeń minionych. Do drogocennych historii rodzinnych, zapieczętowanych w sercu i zachowanych niczym relikwie. Poetka pielęgnuje pamięć o tych zdarzeniach. Dba o nie, by nie zostały zatarte, przeinaczone. Są to zatem powroty do drogocennych wspomnień, zachowanych w albumie pamięci. W wierszu „Pożegnanie z ojcem” wraca poetka do pamiętnego pożegnania i do tych wszystkich dziecięcych chwil, które były czekaniem na powrót ukochanego taty: „Byłam u babci, gdy przyszedł… Miałam trzy lata. Wziął mnie na ręce, włożył na głowę czerwony kapturek, z trzema falbankami i powiedział: Gdy wrócę, wyrośniesz już z niego, córeczko. Nie wrócił. Za pagórkiem czasu tylko go widzę. Słyszę jego kroki”. W tym drogim sercu albumie przechowuje również poetka obrazek dotyczący powrotu brata: „Pamiętam to nasze powitanie. Objął mamę za szyję jedną ręką, bo tę drugą miał na temblaku. Mama płakała, on płakał. I mnie objął, powiedział, że urosłam”. Pamięć wszakże jest kluczowym słowem najnowszego zbioru. Wiersze weń zgromadzone składają się ze wspomnień wydobytych z odmętów pamięci. Za sprawą tych literackich pereł, czytelnik ma przystęp do swoistego kuferka pamięci.  Może dotknąć tego, co jest tak ważne dla poetki.

Przewodni motyw powrotu do czasów dzieciństwa, do ważnych chwil i wydarzeń jest niezwykle poruszający. Wzruszamy się, gdy czytamy o drogocennych pamiątkach z przeszłości, słowach wyrytych w sercu, chwilach, które szczególnie się zapisały w pamięci, a jednocześnie wpisały się w dalszą codzienność. Wzrusza babciny strych, odnalezione blaszane pudełko pokryte kurzem, a w nim drogocenne medale wuja, listy skryte w przepastnych szufladach. W wierszu „Medale” czytamy: „Na strychu babcinego domu, pod belką, wypatrzyłam blaszane pudełko zamaskowane pajęczyną. Były w nim medale mego wuja: spod Monte Cassino, Tobruku i Palestyny. Listki z wieńca bogini Viktorii. Ponad pół wieku przeleżały pod tą belką na strychu”. Te retrospektywne portrety są uwiecznione w sercu na zawsze. I nigdy nie utracą swych barw, nawet jeśli czas będzie gnał zawrotnie.

Historia odcisnęła bolesne piętno na życiu autorki „Moich krajobrazów” i kroczy za nią w ślad niemal w całej twórczości. Również w tym tomie zauważyć można bogactwo tego wątku. Karolina Kusek, która uszła z życiem z wojennej pożogi, nosi w sobie ciężar tamtych wydarzeń. Pozostawiły w niej traumatyczny ślad. Sama myśl o wojnie wywołuje niepokój i przyspieszone bicie serca. W tym tomie ambasadorka pokrzywdzonych przychodzi więc z przesłaniem i swoistym apelem. W wielu wierszach padają znamienne i przeszywające słowa: „Nigdy więcej”. Wojna bowiem odczłowiecza i niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Po niej zaś nic nie jest takie samo. W wierszu „Do Muzy” czytamy: „Użycz mi, Muzo, pióra ze skrzydeł Picassowskiego gołębia… Użycz. Bym napisała, choć to jedno zdanie: NIGDY WIĘCEJ! Krąg nieba wszak się zachmurzył. Mars sieje kul gradem. I coraz obfitsze łez i krwi ulewy. A na niebie wciąż nie widać tęczy”. Zaś w wierszu „Muzo historii” odnajdujemy takie słowa: „Muzo historii (…) pogroź palcem tym, którzy zapomnieli, że okładki tych książek, oprawione ludzką skórą. Krzyknij: - NIGDY WIĘCEJ! By nikt nie powiedział, że twoja pamięć tak krótka”.

Temat wojny dla poetki cudem ocalałej z wojennej pożogi wiąże się z odczuwanym niemal fizycznie cierpieniem. Kiedy wojna dotyka dzieci, ból w sercu poetki jest zwielokrotniony do entej potęgi. Wrocławska artystka wyraża całkowity brak akceptacji na działania angażujące w wojnę dzieci i niszczące ich prawo do dzieciństwa. Wojna bowiem na nic nie ma względu i w swe tryby wplata również dzieci. Właśnie w tym względzie nakreślone poetyckie obrazki niezwykle przejmują. W tej skondensowanej wojennej opowieści czytamy o małym powstańcu warszawskim, o dzieciach, które przedwcześnie wyrosły z zabawek, których uczono jak odejść bez lęku. Widzimy rękę dziecka wystającą z dymiących gruzów, granaty w rękach zamiast książek, plecaczki wypchane trotylem. W wierszu „Symbole” tak poetka pisze: „Czterolatek z reklamówką, w której cały jego dobytek – zagubiony w piaskach pustyni. Chłopiec z plecakiem załadowanym trotylem. Dziecko-tablica na jednej nodze, z ostrzeżeniem: ZAMINOWANE POLE! DZIECI... DZIECI... DZIECI... ARMIA MARSOWYCH DZIECI. Po nich podziurawione hełmy czaszek. Kula Ziemi nabita ich prochem. To nie tylko kadry z filmów wojennych. To już SYMBOLE czasów naszych”. Te przesiąknięte prawdą poetyckie frazy niezwykle zasmucają. Zasmuca niezawinione cierpienie dzieci, które padają ofiarą okrutnych wojen. Również dziś, w wielu odległych zakątkach świata, toczą się wojny. A świat, mówiąc za poetką, „nie słyszy płaczu, nie widzi cierpienia, dzieci w śnieżycach, w gruzach, w płomieniach. Jest głuchy i ślepy na los dziecka”.

W omawianym zbiorze podejmuje również poetka dyskurs z przeszłością i historią. Ona nie umiera, ponieważ jest obecna w sercach ludzi. W niniejszej publikacji poetka dotyka ran ludzi będących uczestnikami zdarzeń naszej tragicznej historii. W wielu utworach autorka „Słonecznikowych nutek” wystawia pomnik bohaterom narodowym i przodkom. Znaczące miejsce w tym tomie zajmuje wątek niełatwej historii Polski. Czytamy więc o ranach zadanych przez sojuszników, o rozczarowaniu i odrzuceniu, z którego nasz kraj musiał się podnieść. W wierszu „Andersowcy” czytamy: „Wszystkie drogi prowadzą do RZYMU. Szli, choć granaty mieli pod piętą. By otworzyć drogę aliantom. Linią Gustawa zamkniętą. Drogi z Rzymu do POLSKI prowadzą. Wierzyli. Sojusznikom. Nie wiedząc, że oni już Polskę sprzedali; że ta ich droga już... donikąd”. Jednakże w tym kontekście padają również słowa traktujące o odrodzeniu moralnym, zwycięstwie i o nadziei, która na nowo może błysnąć swoim światłem. I o ranach, które pokropione krwią bliskich, potrafią zrodzić w sercu nadzieję. Doskonale obrazuje to utwór „Pogorzelisko”: „Myślałam, że to już martwy skrawek ziemi, że po tej wojnie nie wyzieleni się już trawka, nie zabrzęczy owad, nie odrodzi się drzewko... Gdy oto... nad pogorzeliskiem załopotał motyl nadpalonym skrzydłem, niczym zwycięską chorągiewką”. Jednakże w tym kontekście czytamy również o rozżaleniu ludzi walczących na wojennym froncie, którzy otarli się o śmierć, a dziś żyją w zapomnieniu. Nie docenia się ich ówczesnego zaangażowania i powątpiewa w rzeczywiste zasługi dla wolności, którą nasz naród dziś się cieszy. Poetka walczy o pamięć dla poległych, dla bohaterów narodowych, dla ludzi, którzy swe życie złożyli w hołdzie Ojczyźnie, a którym dziś odbiera się cześć.

Karolina Kusek w tomie „Dzieci Marsa” zmieściła wszystko, co dla niej najcenniejsze. Odsłania w nim prawdę tamtych dni, otwiera własne obolałe serce, roni niejedną łzę i prawdziwie smuci się ogromem nieszczęść, które zawisły nad światem. Lektura tego tomu nie należy do łatwych. Stanowi wszakże wyzwanie dla ludzkich sumień, by medytując nad pięknymi strofami nie godzili się na powrót tego, co zdarzyło się niegdyś. Karolina Kusek w tym tomie przychodzi jako sumienie narodu wielekroć powtarzając znamienne słowa: „Pamiętajmy”. Utwory te wyrastają z prawdy i na prawdzie są osadzone. Ale co najważniejsze, pozostawiają w człowieku ślad, którego nie sposób zatrzeć.


czwartek, 26 marca 2015

„Vivien Leigh”. Biografia odtwórczyni roli Scarlett O’Hary

W końcówce ubiegłego roku ukazał się kolejny tom z serii „Ikony kina” wydawnictwa Prószyński i S-ka, tym razem poświęcony Vivien Leigh, odtwórczyni legendarnej Skarlett O’Hary w „Przeminęło z wiatrem”. „Vivien Leigh” autorstwa Anne Edwards to jedna z ciekawszych pozycji, jakie ukazały się w tym cyklu. Kieruje bowiem naszą uwagę na aktorkę, która osiągnęła szczyt w swoim zawodzie, laureatkę dwóch Oscarów za role, które przeszły do historii, piękną gwiazdę, ale i kobietę przez lata zmagającą się z okrutną chorobą, która próbowała nią zawładnąć. Autorka mierząc się z legendą, nadała tej postaci całkowicie ludzki wymiar, ukazując ją w całej złożoności i skomplikowaniu.

Vivien Leigh była żywym wcieleniem jednej z najsłynniejszych bohaterek powieściowych wszech czasów. „Mimo słodkiej twarzyczki jej zielone oczy miały buntowniczy, żądny życia wyraz, zdecydowanie sprzeczny z eleganckim sposobem życia”. Gdy zjawiła się na planie filmu „Przeminęło z wiatrem” Dawid Selznick, który kupił prawa do sfilmowania „Przeminęło z wiatrem”, natychmiast zobaczył w niej Scarlett. W jego przekonaniu Vivien Leigh była właśnie taką Scarlett O’Harą, jaką opisała Margaret Mitchell. Po zakończeniu zdjęć próbnych w istocie nikt już nie miał wątpliwości, że Vivien to Scarlett O’Hara.

Wyróżniał ją niezwykły wdzięk i spektakularna uroda. Jak mówiono – nie można było oderwać od niej wzroku. Wyglądała jak obraz ze szkoły florenckiej. Jej oczy zdradzały żywiołowość i bujny temperament, a jednocześnie mogła poszczycić się elegancją, wyczuciem stylu i nienagannymi manierami. Była fascynującą kobietą, która nosiła w sobie niezwykły świat. Jako aktorka była wyjątkowo zorganizowana, metodyczna i konsekwentna. Podziwiano ją za niezwykłą wytrwałość i ciężką pracę w pocie czoła. Również próżność nie leżała w jej charakterze. Z pogardą myślała o tym, że krytycy tak często chwalili ją jedynie za urodę. Nieuprzejmość, próżność i brak taktu to według niej grzechy główne. Była bardzo skromna. Ponoć jej skrupulatność i pedanteria graniczyły z obsesją. W szufladzie swej komody trzymała mnóstwo białych rękawiczek, świeżo wypranych i zawiniętych w bibułkę. Nie rozstawała się też z perfumami, służącymi jej jako dezodorant, odświeżacz powietrza w pokoju i odświeżacz oddechu, w obawie że naturalny zapach jej ciała może być dla kogoś niemiły.

Nierzadko jest tak, że to właśnie w dzieciństwie kształtują się zalążki poważnych życiowych wyborów. Wydaje się, że tak było w przypadku biografii naszej bohaterki. Matka, której zależało na tym, aby wychować córkę w duchu katolickim, zdecydowała zostawić ją w klasztornej szkole z internatem. Jej nieugięta postawa, mająca na względzie dobro dziecka, spowodowała, że Vivien nie mając jeszcze siedmiu lat, przekroczyła progi klasztoru. Pobyt w klasztorze o surowej regule, niezwykle trudny dla dziecka oddalonego od rodziców wiele tysięcy kilometrów, nauczył ją wszakże bycia dzielną – jako dziecko i w późniejszym życiu. W listach do rodziców przyszła zdobywczyni Oscarów nigdy nie narzekała, rzadko też płakała. Choć była dzieckiem, była poważna i mądra. Jak mawiały siostry zakonne - wyróżniała się „dziwną dojrzałością”. Właśnie przebywając w klasztornej szkole zrodziła się w niej fascynacja teatrem. Mając zaledwie siedem lat oznajmiła, że będzie wielką aktorką. I rzeczywiście mocno w to wierzyła. Wszystkie dziewczynki uważały, że jest wspaniała i najbardziej olśniewająca spośród wszystkich uczennic. Były również przekonane, że zostanie sławna. Vivien, uważana za najpiękniejszą dziewczynkę, spokojnie przyjmowała komplementy, jakimi ją obdarzano. Nie było w niej krzty wyniosłości czy też próżności. Co więcej, zawsze wynajdywała coś ciekawego w innych, była bezinteresowna i nie było w niej cienia egoizmu. Wszystko to sprawiało, że była bardzo lubiana i przyciągała do siebie wszystkich dookoła.

Marzenie o aktorstwie przez lata w niej żyło. Chodząc do opery czy teatru angażowała się we wszystko, co działo się na scenie - wybuchała przy tym śmiechem, szlochała. Dlatego postanowiła podjąć studia aktorskie w Królewskiej Akademii Teatralnej w Londynie. Przełomowym momentem w jej życiu była prezentacja na dworze królewskim. Na tę okazję wybrała suknię z trenem, w której czuła się dostojnie i mogła odgrywać rolę szekspirowskiej damy podczas trwania prezentacji. Moment ów był dla niej niczym piękny sen. Kiedy przechodziła przez pałacową bramę i wsiadała do czekającej tam limuzyny, wiedziała już, że jej życiem jest scena.

Miłością jej życia był Laurence Olivier. Już po pierwszym spotkaniu była całkowicie przekonana, że jest w nim zakochana. Był wówczas wschodzącą gwiazdą, kobiety za nim szalały, a na dodatek był żonaty. Jednak mimo to Vivien nie traciła wiary, że będą razem. Co więcej, pewnego dnia zwierzyła się przyjaciółce: „Kiedyś wyjdę za mąż za Laurence’a Oliviera”. W istocie, wkrótce to dla niej rzuci żonę i syna – a ona dla niego opuści męża i córkę. Był to wielki, spektakularny romans, który przerodził się w wielką miłość. Vivien wszystkim przyjaciołom mówiła, że była im przeznaczona wielka miłość.

Biografia tej niezwykłej postaci miała tyleż blasków, co cieni. Cieniem, jak i cierniem była choroba, która odbierała jej szczęście, okradała z tego, co cenne i piękne. W pewnym momencie życia coraz częściej zaczęła miewać napady irracjonalnego zachowania, gwałtowne wahania nastroju, w końcu ataki histerii i wybuchy szaleństwa. Jak się okazało, cierpiała na psychozę maniakalno-depresyjną. W ataku zachowywała się jak dzikie zwierzę. Olivier, choć bardzo ją kochał, czuł się całkowicie bezradny. Zaczynał wątpić, czy uda im się dalej żyć razem z takim obciążeniem. W istocie, nie udało się. Nie miał tyle siły, by poradzić sobie z jej cierpieniem i przeciwnościami losu.

Anne Edwards pracując nad książką o Vivien Leigh postawiła sobie cel. Próbowała się dowiedzieć, dlaczego aktorka nie godziła się z porażką i rzucała wyzwanie wszelkim przeciwnościom. W poszukiwaniu właśnie tej odpowiedzi jeździła do Londynu, Paryża, na południe Francji, do Nowego Jorku. Rozmawiała z bliskimi jej osobami, znajomymi bądź tymi, którzy na jakimś etapie życia z gwiazdą się zetknęli. Godzinami przesiadywała w ciemności, oglądając każdą klatkę filmu, w jakim Vivien występowała, tygodniami dogłębnie analizowała prywatną korespondencję i inne dostępne notatki. Była we wszystkich miejscach drogich sercu Vivien oraz tych, które ją ukształtowały. Wszystko to, czego się dowiedziała i z czym się zetknęła pozwoliło jej powiedzieć, że Vivien Leigh tworzyła swoje życie z marzeń i fantazji, w których nie istnieją porażki. Żyła w przekonaniu, że wszystko może się zdarzyć.

Biografia ta wyrasta z osobistego i bardzo refleksyjnego stosunku do tej fascynującej postaci. Autorka obdarzyła swą bohaterkę sympatią i podziwem za to, że umiała żyć z taką pasją i tak dzielnie walczyć z przeciwnościami.